Newsy
28-03-2017 00:25
"W oparach koniaku i poezji"

W sobotę 11 marca 2017 na Scenie na Świebodzkim Teatru Polskiego we Wrocławiu odbyła się premiera monodramu „Bar Pod Zdechłym Psem", opartego na poezji i pamiętnikach Władysława Broniewskiego. Spektakl ten pozwala zupełnie inaczej spojrzeć na poetę, kojarzonego dotychczas przeważnie z patetycznymi wierszami patriotycznymi, takimi jak „Bagnet na broń" czy „Pieśń o żołnierzach z Westerplatte". Ukazuje człowieka bardzo wrażliwego, o delikatnej psychice, targanego namiętnościami, znającego smak miłości i ból odtrącenia, wyniszczanego latami przez alkohol. Autorem scenariusza do tego monodramu jest Dariusz Bereski, który wplótł pomiędzy teksty poety kilka własnych utworów, doskonale komponujących się z poezją Broniewskiego.
Muzykę, która jest bardzo ważnym elementem spektaklu, skomponował Włodzimierz Nahorny (aranżacja Michał Hajduczenia). Stopniuje ona napięcie, przenosi widza w coraz to inne klimaty i przestrzenie. Jest doskonałym uzupełnieniem tekstów, tym bardziej, że muzycy przez cały czas towarzyszą Poecie na scenie. Nie można nie wspomnieć o roli światła w tej sztuce. Zmieniająca się płynnie mozaika kolorów odzwierciedla różne nastroje, którym poddaje się Poeta. Radosne jasne światło podkreśla dobry humor wywołany kilkoma łykami koniaku, a za chwilę ciemniejąca scena uświadamia widzom nastrój przygnębienia i depresji. Zieleń niesie nadzieję na szczęście, a czerwona jak piekielne płomienie poświata pozwala aktorowi targować się o swoją duszę z diabłem.
Scenografia tej sztuki jest bardzo oszczędna, tworzą ją tylko jesienne suche liście i samotna parkowa ławka. Jedynymi rekwizytami, jakimi posługuje się aktor, są tomik wierszy, kilka butelek i... płaszcz. I to w zupełności wystarcza.
Największym atutem tego monodramu jest grający rolę Poety Dariusz Bereski. Ten charyzmatyczny aktor o pięknym, hipnotyzującym głosie tak dokładnie wciela się w osobę Broniewskiego, że po prostu staje się nim. Wzrusza, czasem przeraża, zmusza do przemyśleń i zachwyca. Myślę, że tylko aktor, będący również literatem, mógł tak wczuć się graną przez siebie postać Poety. Rozumie rozterki targające twórcą, odczuwa zniechęcenie przyziemnymi sprawami, miewa chwile załamania,stawia na piedestale ukochaną kobietę, pisze dla niej wiersze, a jednocześnie cały czas czuje niedosyt czegoś nieokreślonego, nieuchwytnego, szuka wartości, które pozwolą mu być szczęśliwym. Bereski jest w tej roli niesamowicie autentyczny, przekazuje zarówno prawdę Broniewskiego, jak i swoją własną. Potrafi przez ponad godzinę trzymać widzów w napięciu takim, że chwilami zapominają oddychać. Przy bardzo skromnych rekwizytach stwarza nowe, rodzące się w głowie Poety światy. Zwykły prochowiec może być okryciem chroniącym przed chłodem, poduszką pozwalającą zasnąć na ławce w parku, może być tuloną w namiętnym tańcu kobietą lub krępującym ruchy kaftanem bezpieczeństwa. Zarzucony na ławkę może zaszumieć listowiem jak brzoza. Gra Dariusza Bereskiego jest tak sugestywna, że widzowie identyfikują się z odtwarzaną przez niego postacią i wprost widzą kreowane przez niego obrazy. Ławka jest barem, w którym siedzi z kolegami i próbuje w kieliszku, a raczej w butelce, utopić swoje smutki. Jest krawędzią nad przepaścią, kładką prowadzącą na szubienicę, drzewem i miękkim posłaniem. Potrafi sprawić, że widz przyzwyczaja się do tego wymyślonego poetyckiego świata i, choć nie zawsze jest radosny i różowy, chce w nim pozostać na dłużej.
Po zakończeniu premiery zarówno aktor jak i muzycy wielokrotnie wywoływani byli zza kulis. Zmęczeni lecz szczęśliwi uśmiechali się znad bukietów kwiatów. W holu teatru czekały na wszystkich lampki z winem oraz zimne i gorące napoje. Wychodzącego z garderoby Dariusza Bereskiego powitały huczne oklaski i głośne „Sto lat". Dyrektor Teatru Polskiego Cezary Morawski ( który sprawował nad przedstawieniem opiekę reżyserską i scenograficzną) podziękował całemu zespołowi za doskonałe przygotowanie spektaklu, a wszystkim gościom za wspólnie spędzony czas. Rozmowy kuluarowe trwały jeszcze długo w noc.
Na zakończenie chciałabym napisać kilka słów o plakacie, zapowiadającym „Bar Pod Zdechłym Psem". To skromny z pozoru i prosty plakat, przedstawia tylko jeden jesienny liść i parkową ławkę. Ale właśnie ta ławka zwróciła moją uwagę, szczególnie jej oparcie. Wygląda ono jak średniowieczne dyby. Dopiero po obejrzeniu sztuki upewniłam się, że moje skojarzenie z dybami było słuszne. Grafik za pomocą tej ławki chciał zapewne pokazać okowy, z jakich stara się uwolnić Poeta, okowy nałogu, własnych lęków, zależności, miłości, obojętności świata i okowy samego życia, które wydaje mu się czasami zbyt trudne. Bardzo pomysłowe ujęcie tego niełatwego tematu.

Tekst Kalina Izabela Zioła

Zdjęcia Aldona Dzielicka



Newsy
26-07-2017
Smakowicie, wesoło i rodzinnie
Zapowiadany na niedzielę 23. lipca Dziennikarski Piknik mamy już za sobą. Był tak dalece udany, było tak ...
26-07-2017
Cudze chwalicie...
Jak wiemy, przysłowia są mądrością narodów. W tym wypadku chciałbym sięgnąć po tytułowe: ...
20-07-2017
Dziennikarski Piknik
Zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią, w niedzielę 23.lipca, spotykamy się na polu biwakowym przy wejściu na ...
Najnowsze artykuły
16-02-2017
"Za dyskretnie uchyloną kurtyną" - Dariusz Bereski - aktor, reżyser i poeta
Ludzie, którzy zostali obdarzeni nieprzeciętnym talentem ...
01-12-2016
Magiczna Galeria
Ludzie, którzy zostali obdarzeni nieprzeciętnym talentem ...
23-09-2016
Z kobietą w tle - malarka Rozalia Nowak
Ludzie, którzy zostali obdarzeni nieprzeciętnym talentem ...
Najnowsze galerie

V Gala
Polskiej Mody


3-09-2015

Rejs "Białą Damą" po Warcie


8-08-2015
Copyright (c) 2008-2015 by LT Media Net